Wpisy archiwalne w kategorii

MTB

Dystans całkowity:4969.09 km (w terenie 2646.40 km; 53.26%)
Czas w ruchu:263:58
Średnia prędkość:18.82 km/h
Maksymalna prędkość:73.30 km/h
Suma podjazdów:3903 m
Suma kalorii:3498 kcal
Liczba aktywności:89
Średnio na aktywność:55.83 km i 2h 57m
Więcej statystyk

Góry Suche i Kamienne szlakiem granicznym dzień 2

Poniedziałek, 15 sierpnia 2016 · Komentarze(6)
Po długim dniu pierwszym nawet jakoś się wyspałem. Przed wschodem nadal było zimno i nie zdecydowałem się na focenie podnoszących się mgieł i chmur nad górami. Na szczęście poranne słońce szybko zaczęło grzać i można było wygrzebać się ze śpiwora.
Nie za bardzo było co robić na śniadanie, bo miałem tylko bidon wody, herbatę, barszcz czerwony w proszku i żel.
Szybkie gotowanie na mikro kuchence FMS-300 Titanium i można się pakować w dalszą drogę.

Patrząc na wschód w stronę Głuszycy ze Szpiczaka

Scieżka prowadzi generalnie szlakiem granicznym. Na niektórych odcinkach można zjechać na trasę oznaczoną w ramach Strefy MTB Sudety, albo jechać dalej szlakiem pieszym, który jest oczywiście trochę trudniejszy.
Po 10km dojechałem na większe jedzenie do czeskich Janowiczek. Restauracja jest na górze miejscowości, nie ma po co zjeżdżać na dół. Dalsza droga prowadzi niebieskim(później zielonym) szlakiem pieszym. Następnie wjeżdża się znowu na grzbiet graniczny i dalej szlakiem zielonym przez kilka gór od 650 do 740m npm dojechałem do Krajanowa. Dalej przez Sokolice do Ludwikowic i do Harendy. Generalnie jazda grzbietem to duża frajda, ciągłe nieduże zjazdy i podjazdy i piękne panoramy dookoła.
Kuchnia w pełni wyposażona, FMS-300 Titanium Fire Maple


Gdzieś tam jadę, na wschód

Zwijanie obozowiska

To była pierwsza noc w hamaku Ticket To The Moon

Po spakowaniu całkiem kompaktowo, ale przez duży aparat jednak trochę ciężko, ok 7-8kg


Szeroki Wierch następny na szlaku granicznym


Zjazd z Szerokiego Wierchu

Trasa Strefy MTB Sudety, w tle Głuszyca

Zjazd niebieskim szlakiem granicznym do czeskich Janowiczek


Jednym słowem bardzo udana wycieczka!
Ślad na Stravie
W sumie 5.5 godziny w trasie.

Góry Sowie i Suche, Ruprechticki Szpiczak dzień 1

Niedziela, 14 sierpnia 2016 · Komentarze(4)
Od kiedy zapisałem się na Bieg na Wielką Sowę chciałem pojeździć w okolicy na rowerze. Jechać taki kawał w piękne okolice i biec tylko 10km to gwarantowany niedosyt.

Wieża na Wielkiej Sowie

Wypatrzyłem na mapach ciekawy szczyt Ruprechticki Szpiczak(880m npm.) z fajnymi widokami i dobrym miejscem na biwak w hamaku.
Po biegu zjadłem frytki z surówką i wystartowałem o 16 z Ludwikowic Kłodzkich(Gospoda Harenda) ponownie na Wielką Sowę.
Następnie szybko przez Małą Sowę do Rzeczki, następnie kompleks Osówka i postój w Głuszycy. Tutaj niestety znowu frytki(2 porcje) i dwa cienkie piwa. Wyjazd o 19:30 i szybko na Szpiczak, żeby zdążyć przed zachodem słońca i rozbić biwak.
Ostatnie ciężkie podejście ze stromym nachyleniem 30% i jestem na szczycie. Spotykam tutaj parę Czechów przy ognisku, którzy też planują biwak pod chmurką.
Robi się chłodno i nawet nie chce mi się wychodzić ze śpiwora, żeby zrobić herbatę. Niestety w hamaku nie da się gotować na leżąco!
W śpiworze z komfortem do 7st było zimno mimo dosyć ciepłego wieczora i nocy. Prawdopodobnie przez to, że tego dnia poszło w sumie ok 5000kcal, a zjadłem tylko jakieś 2500kcal.

Kompleks Osówka i bunkier Kasyno



Ostatnie podejście przed szczytem

Panorama ze Szpiczaka

Obozowisko nad ranem
Cała trasa z postojami zabrała mi 4.5 godziny. Ślad na Stravie

Ciąg dalszy dnia drugiego

Ślęża na rowerze

Niedziela, 18 września 2011 · Komentarze(4)
Ślęża na rowerze i nie tylko
Krótkie video z niedzielnej wycieczki na górkę. Przy okazji mała dygresja na temat wycieczki sobotniej :)


Zjazd z video znajduje się w południowo-zachodniej części trasy widocznej na śladzie GPS poniżej. Chyba udało się tam bez problemu wykręcić ok 53km/h.

Trasa GPS rowerowa:

Trójmorski Wierch, Mały Śnieżnik, Śnieżnik, rowerem przez góry

Niedziela, 4 września 2011 · Komentarze(4)
Godzina 5:30 w sobotę rano to nie jest to co tygrysy lubią najbardziej. Trzeba się poświęcić jeżeli ma być przygoda. Pociąg osobowy do Roztok Bystrzyckich pod czeską granicą odjeżdża o 6:30. Konduktorka u której kupuję bilet twierdzi, że jest jakaś impreza rowerowa i rowery jadą za darmo. W efekcie płacę 21zł bez 1zł za rower i bez 5zł za wypisanie biletu. Wracając wieczorem ustalam z kasjerką w Bystrzycy Kłodzkiej, że najwyraźniej konduktorce po prostu nie chciało się wypisywać biletów. O dodatkowej uldze rowerowej nic nie wiadomo...
O godz 9 wysiadam w Roztokach i zaczynam poszukiwanie sklepu, w końcu jestem bez śniadania.

Roztoki Bystrzyckie PKP

W Goworowie prawie każdy facet chodzi już z browarem. Poddałem się modzie i oprócz paru batoników zapakowałem dodatkowe 0.5kg do plecaka, żeby było co wieźć na najbliższą górkę. Przez kolejne kilometry ciężko pnę się pod górę do Jodłowa.


Wigwamy w Jodłowie

Po drodze do granicy mijam źródło Nysy Kłodzkiej. Na rozdrożu spotykam bikerów na rowerach zjazdowych. Szlak zielony, którym mam jechać na szczyt nie jest za dobrze oznaczony, więc jadę za grupą freeriderów. Szybko ich mijam kiedy pchają ciężkie maszyny pod górę.
Po ok 20minutach jestem na szczycie Trójmorskiego Wierchu 1145mnpm. Jest tutaj 25metrowa drewniana wieża widokowa/przeciwpożarowa oddana do użytku w maju 2010. Niestety wygląda na to że jest właśnie w remoncie(?) i wstęp jest zabroniony.


Widok na stronę północną. Pierwszy z prawej Śnieżnik


Widok ze szczytu Trójmorskiego Wierchu na zachód

Po zjedzeniu śniadania można jechać dalej. Gdzieś w okolicy Puchacza (1175mnpm) jest rumowisko skalne i suche drzewa.

Widok na zachód z okolic Puchacza

Na przełęczy Puchacza jest dobre miejsce, żeby zjechać na stronę czeską na zółty szlak poprowadzony szutrową drogą wzdłuż Morawy do jej źródeł. Ten wariant przetestuję następnym razem. Do tej pory ten pieszy szlak był w miarę przejezdny, podjazdy były trudne technicznie ale dało się jechać. Zjazdy niezbyt wymagające.
Dalsza droga to jednak w dużej części męczące podchodzenie pod stromizny Małego Śnieżnika(1326mnpm), długie podchodzenie, na prawdę długie podchodzenie.
Reguła mówi, że jak jest podjazd to będzie też nagroda w postaci zjazdu. Niestety nie tutaj. Nawet krótkie wypłaszczenia terenu są trudne technicznie, wąska ścieżka i nieregularnie ułożone kamienie. W końcu zjazd do Hali pod Śnieżnikiem, najpierw stromy, wąski i techniczny, na którym ze dwa razy zsiadam z roweru(!). Potem już połączenie ze szlakiem niebieskim rowerowym i praktycznie płaska kamienista droga, która prowadzi do schroniska. Nagroda za podchodzenie mogła być fajniejsza.


Hala pod Śnieżnikiem i schronisko Na Śnieżniku, niebieski szlak rowerowy


W schronisku jak zwykle kolejka więc wjeżdżam i wchodzę na szczyt. To już trzeci raz w ciągu tygodnia.

Na Śnieżniku


Trójmorski Wierch skąd przyjechałem to ten szpiczasty czubeczek po prawej

Na zjazd ze szczytu wybieram ścieżkę prowadzącą na północ. Jeszcze nigdy tam nie byłem, zapowiada się ciekawie.


Zaczyna się fajnie jest lekko w dół, a przed oczami panorama. Niestety już po 200 metrach zaczyna się robić stromo, stromiej i wąsko, węziej...W końcu nie da się jechać i iść jest ciężko.

Tego wariantu na zjazd ze Śnieżnika nie polecam, lepiej wybrać adrenalinę po kamieniach do Hali i dalej kontynuować niebieskim szlakiem


Zjazd na północ ze Śnieżnika


Szlak niebieski, wyrąb lasu(tuż przed znakiem Park Krajobrazowy więc wszystko w porządku) i wreszcie odpoczynek.

Na finiszu wycieczki zjeżdżam asfaltem do Siennej, potem strasznie mozolnie wspinam się na Przełęcz Puchaczówka(860m) i znowu nie polecam tego wariantu, chyba że ktoś chce bić rekordy prędkości na zjeździe z przełęczy. Mnie udaje się wykręcić 73.3km/h.

Trasa: Roztoki Bystrzyckie (PKP) - Goworów - Jodłów - granica PL/CZ - Trójmorski Wierch - Przełęcz Puchacza - Mały Śnieżnik - Hala pod Śnieżnikiem - Śnieżnik - Płaczka - Sienna - Bystrzyca Kłodzka(PKP)

Trasa GPS:

Śnieżnik drugi raz w 24 godziny, Ramzova dzień 2/2

Niedziela, 28 sierpnia 2011 · Komentarze(3)
Kategoria Ramzova, Teren, MTB, Zdjęcia
Po wczorajszej wieczornej jeździe i spotkaniu z ssakami ciemności nastał słoneczny poranek nad górskim strumieniem. Innymi słowy poranna toaleta ograniczona do koniecznego minimum :)


Kolejne 2 godziny to mozolne wspinanie się po wąskich szlakach i szybkie zjazdy starym asfaltem w dół do Ramzovej. Po minięciu wyciągu krzesełkowego wiozącego turystów i przedarciu się przez las wyjeżdżam na świeżo skoszone pole, gdzie mam przed oczami taki widok:

Wreszcie wiatraki po które tu przyjechałem i całkiem fajna pogoda z rześkim przejrzystym powietrzem.
Nie jest to może termika za sto milionów, ale nadaje się.


Szybka sesja z wiatrakami i zaczynam robić się głodny, mam tylko 25koron i 50zł. Ani w Ramzovej ani w Ostóżnej nie da się za to zjeść, bankomatów nie ma, kartą płacić nie można. Ostatni posiłek to było śniadanie poprzedniego dnia + bułka na obiad i parę ciastek + piwo na kolację.
Śniadanie planuję w Brannej, do której docieram przed godz 12. Jest tutaj knajpka ze znakiem "przyjaźni rowerzystom" czy jakoś tak. Generalnie jest taka instytucja w Czechach, system zrzeszonych hoteli, pensjonatów itd oznaczony symbolem roweru na zielonej tabliczce, który ponoć ułatwia rowerzystom pobyt, przechowywanie i mycie rowerów i tym podobne. Śpiąc w lesie nie miałem okazji tego sprawdzić.
Na szczęście w lokalu tej małej mieściny można płacić kartą, więc najadam się do syta i płacę!

Zjadam na raz śniadanie i obiad, następny posiłek pewnie dopiero wieczorem. Sprawdziłem i owe 220 koron to 39zł. Zjadłem zupę brokułową, spagetti z kurczakiem, racuchy cynamonowe i kawę po turecku + colę :)

Wytaczam się z Brannej i niebieskim szlakiem jadę do Stare Mesto, a stamtąd w stronę granicy.

Żeby nie było za łatwo pchać rower pod górę dorzucam do plecaka butelkę zimnego piwa Holba. Kupiłem je w ostatnim lokalu przed wjazdem wejściem na żółty stromy szlak prowadzący na Śnieżnik. Przed szczytem na zboczach zaczynają się widoczki na stronę czeską:


Tobołki i upał dają o sobie znać, na szczęście po drodze są zimne strumienie. Piwo cały czas czeka...




Ostatni odcinek przed szczytem to pchanie roweru przez dobre pół godziny po sporych kamieniach. Podejście od strony czeskiej jest dużo bardziej wymagające. Nie da się jechać w żaden sposób. Na szczyt docieram po godzinie 16 czyli drugi raz w ciągu 24 godzin i po wykręceniu ok 90km po górkach. Wreszcie mogę wypić Holbę.

Zjazd ze Śnieżnika do Międzygórza to sama przyjemność. W górnej części szlaku łapię jeszcze gumę na ostrych kamieniach, szybka zmiana dętki i już można lecieć 50km/h szlakiem rowerowym ER-2. W Międzygórzu jeszcze pizza z ekipą i o godz 18:55 osobowy z Domaszkowa do Wrocławia. Polecam:)

Trasa tego dnia: Daszek w lesie pod Ramozovą(szlak zielony) - Ostrużna(asfalty) - Branna - Stare Mesto(szlak niebieski) - Stribrnice(szlak żółty) - Nad Adelinym pramenem(szlak czerwony) - Śnieżnik - Międzygórze(szlak rowerowy ER-2) - Domaszków(PKP)

Trasa GPS(na Śnieżniku padł mi telefon i przestał rejestrować trasę)

Spontan do Ramzovej po wiatraki - wind turbines, dzień 1/2

Sobota, 27 sierpnia 2011 · Komentarze(7)
Kategoria Ramzova, MTB, Zdjęcia, Teren
Plan wyjazdu do Ramzovej w Czechach urodził się w sobotę ok 9 rano, a o 11:45 miałem pociąg do Domaszkowa, które leży 7km od Międzygórza.
Międzygórze jest bazą wypadową na Śnieżnik(1425m) zwany też Śnieżnikiem Kłodzkim a po czesku Karlicky Śnieżnik.


Dzień pierwszy i dzień drugi na Śnieżniku

Na pociąg zdążyłem i już po godz 14 jechałem do Międzygórza objuczony plecakami i sprzętem, bo w grę wchodził możliwy nocleg gdzieś tam...
Ponieważ na pociąg ledwo zdążyłem nie miałem ani koron czeskich(tzn miałem 28 koron), ani większej gotówki. Tzn po kupieniu ciastek na drogę i mapy w Międzygórzu miałem 50zł.
Trasę na Śnieżnik powtórzyłem równo 4 lata po ostatnim rowerowym wypadzie w tym kierunku z Puzonem i Piotrkiem. Pogoda również była podobna, ale tylko dnia pierwszego.

Na początek mozolna wspinaczka do szczytu drogą rowerową ER-2 i po drodze spotykam downhillowca:)


W schronisku Na Śnieżniku spotykam ekipę znajomych i razem docieramy na Śnieżnik

Tak samo jak 4 lata temu o godz 17 jest już gęsta mgła i robi się zimno, zjeżdżam więc na stronę czeską. Przez następne parę godzin jadę przez góry Rychlebskie wzdłuż południowej granicy. Czerwony szlak rowerowy to szybkie szutrówki, prędkość max dochodzi do 52km/h. Gdzieś tutaj gubię bidon w którym była resztka wody. Na szczęście co kilka km jest jakiś strumień. Później szlak oznaczony jest jako trasa dla biegówek co oznacza, że nadal można wygodnie jechać rowerem. Tylko w kilku miejscach trzeba prowadzić albo mozolnie podjeżdżać.

Po następnych kilkunastu km skracam nieco trasę asfaltem, żeby ograniczyć wolne podjeżdżanie w terenie. Ostatni odcinek przed Ramzovą to szybki asfaltowy zjazd. Okazuje się bardziej wymagający dla nietoperza niż dla mnie:)

Po foto-sesji udaje się w końcu uwolnić gada(?) ssaka.
Według mapy za Ramzovą na zielonym szlaku są punkty widokowe i zadaszone ławki. Jadę zatem i szybko znajduję miejsce noclegu. Po wejściu pod daszek zaczyna padać, grzmieć, błyskać i w końcu lać. Wcześniejszy skrót okazał się zbawienny...

Dzień w nocy w środku lasu kończy się szybko...
Niestety tego dnia nie było okazji zobaczyć wiatraków(wind turbines) po które tu przyjechałem:)


Generalnie nowa mapa JESENIKI 1:50000(galileos) kupiona w Międzygórzu sprawdziła się świetnie. Ma oznaczenia kilometrowe na szlakach i czasowe w obu kierunkach co ułatwia stwierdzenie, czy będzie raczej pod górę czy raczej w dół:) Do tego bardzo dobrze oznaczone czeskie szlaki z podanym dystansem do celu(a nie czasem!).

Dzień drugi(ostatni)

Trasa: Domaszków - Międzygórze - Śnieżnik - Nad Adelinym pramenem - rowerowym czerwonym wzdłuż granicy - Medvedi chata - drogą do Paprsek - Cisarska chata - Ramzova - daszek na zielonym szlaku za Ramzovą.
Trasa GPS: ślad na st

Pechowy Bikemaraton Polanica Zdrój

Sobota, 3 października 2009 · Komentarze(9)
Z wielkim trudem, ale udało się przejechać cały duży dystans maratonu!
Dwa lata temu start w Polanicy też był pechowy - z powodu zerwanego łańcucha.

Po pierwsze trud był duży dlatego, że ostatnio ścigałem się na maratonie w Boguszowie Gorcach 9 maja, a jazd dom - praca - dom do treningu zaliczyć nie można.

Po drugie w piątek miałem ciekawy trening po miesięcznej przerwie, gdzie przez półtorej godziny wymachiwaliśmy takimi oto przyrządami (chishi):

No i od tego chishi porobiły mi się na dłoniach odchishki, więc kierownicę ściskało się nieco trudniej.

Po trzecie baaaardzo długo będę pamiętał, że Jacek w Karpaczu złapał dwa kapcie. Dlaczego?

Na siódmym kilometrze od startu kiedy ciągnął się podjazd spotkałem Jacka. Pierwszy raz spotkaliśmy się w realu, więc chwilę zajęło mi zanim się skomunikowaliśmy;), przywitaliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać. Nawet jedna pani kibicka pokrzyczała na nas żebyśmy się nie rozgadywali tylko kręcili.
Właśnie podczas tej rozmowy dowiedziałem się o pechowych kapciach Jacka w Karpaczu...

Jakieś 100 metrów dalej, złapałem jednego z nich - w tylnym kole. Nie wiem, czy to był dokładnie ten sam Jackowy Kapeć z Karpacza, ale był.

Niestety nie było mi już dane więcej pogadać i wspólnie pokręcić.

8 minut zajęła mi zabawa ze zmianą dętki. Minęły mnie w tym czasie jakieś 4 peletony, z 50 albo i 100 ludzi. Pod górę na tych początkowych kilometrach stratę odrabiało się całkiem szybko i przyjemnie.

Ktoś napisał, że maraton w Polanicy jest trochę nudny i faktycznie trasa jest poprowadzona głównie duktami leśnymi, często z potężnymi kocimi łbami. Był jeden krótki techniczny zjazd, na którym kilka osób wykorzystało okazję do gleby. Poza tym do 60 kilometra nic specjalnego się nie działo.

Wtedy zaczęło schodzić powietrze z nowo założonej dętki...
Żeby chociaż wzięło i zeszło, ale nie, ani w jedną ani w drugą, tylko się sączy powoli. Pierwsze pompowanie po ok 6 kilometrach(czyli zostało do mety ok 20km).
Z szybkich wyliczeń wynikało, że nie ma sensu łatać dętki i tracić przy tym 15+minut, bo te 3-4 dopompowania co 5km zajmą mniej czasu.

Niestety od 70km musiałem zatrzymywać się coraz częściej i częściej. Mijałem na trasie te same osoby jadące nieco wolniej(a jednak szybciej). Od 80km zatrzymywałem się co 1-1.5km pompowałem ok 1 minutę i darłem ściółkę ile sił, żeby przejechać jak najwięcej do następnego dymania...

Na ostatnich 3km nie było już co pompować dętka, opona i obręcz pewnie też dostały w kość(kocią - znaczy w koci łeb). Kasia czekała już piątą godzinę na mecie, nie było sensu przedłużać agonii tylnego koła i szarpać się z łatkami zmarzniętymi palcami.

Nie wiedziałem, że kewlarowe opony wydają takie piękne dźwięki. Turkotało malowniczo o czym przekonało się pół Polanicy, szczególnie na brukowanym odcinku.

Start w Polanicy Zdrój, foto YoAnna © blas

Autor zdjęcia: temporaryif

Maraton można zaliczyć do ukończonych:)
Dwa lata temu niemal ten sam dystans przejechałem w czasie 4:32 (115 w open, 59 w M2).
Tym razem było to 5:02(87 w open, 31 w M2 - ostatni!)
Od przyszłego roku kategoria M3.

Do zobaczenia na trasie :)
W rozmowie ze mną na trasie proszę nie wspominać o żadnych defektach!

Bikemaraton Boguszów Gorce

Sobota, 9 maja 2009 · Komentarze(10)
Wczoraj udało się całkiem nieźle ukończyć bikemaraton w Boguszowie.
Pogoda była świetna, prędkości duże, trasa raczej łatwa, ale niektóre podjazy dały się we znaki.
Tłum ludzi na starcie też był duży.
Wydaje się że nowy podział sektorów zadziałał. Najszybsi byli z przodu, było 6 sektorów i ruch na trasie rozłożył się całkiem dobrze. Nie było tłoku, jednak przez sporą część trasy jechałem sam, ewentualnie kogoś ciągnąłem:)

Bikemaraton Wrocław

Niedziela, 19 kwietnia 2009 · Komentarze(10)
Zakładałem że pojadę w czasie ok 3:30 i udało się.
Niestety tak jak wczoraj sugerowałem nie wygrałem, bo bolała mnie głowa:P
A na serio, to bardzo fajnie się jechało.
Zaliczyłem wpadkę jeszcze przed startem, bo spóźniłem się 2min.
Kiedy wpadłem do pustego już sektora M2(tak jestem dwudziestolatkiem!) tłum z M3 krzyczał "falstart! stój!". Zdążyłem tylko wymamrotać do sędziego, że jestem spóźniony z m2. Nie dostałem minut karnych, czyli wszystko ok:)
Trasa szybka i sucha dzięki czemu czasami jechało się w takich tumanach kurzu, że nie było widać drogi.

Ściganie było do samej mety, szczególnie ostatnie 25km dało się nieźle we znaki.
Start udany. giga open 115, w M2 miejsce 55.

Awaria balonu SRAM w trakcie Bikemartonu Wrocław 2009 © rachwal

Foty strzelał rachwal, który razem z Olą nawiedził maraton :)