Wpisy archiwalne w kategorii

Bieganie

Dystans całkowity:3914.66 km (w terenie 2294.97 km; 58.63%)
Czas w ruchu:395:51
Średnia prędkość:9.89 km/h
Maksymalna prędkość:82.69 km/h
Suma podjazdów:90890 m
Maks. tętno maksymalne:204 (104 %)
Maks. tętno średnie:168 (87 %)
Suma kalorii:212880 kcal
Liczba aktywności:211
Średnio na aktywność:18.55 km i 1h 52m
Więcej statystyk

Chojnik Ultra 3 open, 1 w M40.

Sobota, 3 września 2022 · Komentarze(0)
Fot. Jacek Deneka Ultra Lovers
Po 10 latach biegania w górach, w roku 2021, miałem najlepszą formę i wyniki podczas zawodów. Trzy ultramaratony plus maraton zrobione w dwa miesiące na prędkościach, jakich nigdy nie osiągałem. Zrobić progres w kolejnym roku, albo chociaż powtórzyć wyniki miało być bardzo trudno. Tym bardziej, że biegowo robię to samo czyli marne 60 km na tydzień. Coś jak początkujący maratończyk.

Ultra Chojnik będący moim głównym celem tego roku wymagał efektywnego wykorzystania tych 60 kilometrów. Ostatnio setkę biegłem 4 lata temu też na Chojniku. Wtedy na nieco trudniejszej trasie miałem czas 13h26m. Teraz miałem ochotę zdecydowanie poprawić ten wynik. Znany serwis RMT ocenił moją formę na 13h32m. Wiedziałem, że mnie nie docenia. Jako plan A w zegarku ustawiłem realny cel 12h50m. Okazuje się, że warto mieć w głowie bardziej ambitne cele typu A* i A**, bo wszystko się może zdarzyć.





Kilka godzin przed startem: ja(3), Michał Jurek(1), Marcin Durkowski(2). Foto: Karolina Krawczyk.
Jak się okazało plany wzięły w łeb. Zegarek od pierwszego kilometra co kilometr pikał: dużo za szybko, nadal za szybko, trochę za szybko, o wiele za szybko i tak dalej aż do mety. Pokazywał na ekranie, że biegnę 30, 35, 40, 45 minut szybciej od celu. Biegłem w towarzystwie dużo szybszych zawodników, co mogło oznaczać, że faktycznie jest za szybko. Marcin Durkowski poszedł takim ogniem, że widzieliśmy się na pierwszym kilometrze, a potem dopiero na mecie. Michał Jurek wg mnie truchtał przez 50 km tak, jakby był chory. Szymon Wolek nadawał naszej grupie pościgowej tempo, aczkolwiek było to tempo mało wyścigowe. Przynajmniej tak mi się wydawało. Moim zadaniem było ich nie wyprzedzać skoro już wiedziałem, że biegnę za szybko. Na pięknym technicznym nocnym zbiegu gdzieś na 35 km nie mogłem się powstrzymać i wyprzedziłem, potem na grzbiecie jeszcze się oddaliłem na parę minut.

Może to jest za szybko i biegnę tempem na dystans 70 czy 80, a nie 100 km? Biegło się jednak świetnie, bez szarżowania, pogoda była idealna, zimno, na górze wiatr. Biegliśmy tak we trzech doganiając się, wyprzedzając i przy każdym spotkaniu pytając "Ile minut do Marcina?", "Marcin podobno 5 min z przodu", "Dzieci mówią, że 10 min do Marcina" i tak dalej.

Michał jednak nie był chory... Na 70 km zaczął mi odjeżdżać i na mecie miał już 20 min przewagi. Po drodze jeszcze łyknął Marcina i ustawił się na podium jak na zdjęciu. Prorocze zdjęcie zrobiła Karolina Krawczyk kilka godzin przed startem. Szymon też się oddalił i teraz moim celem było uratowanie pudła. Na 80 km wyprzedziłem go i dowiozłem 3 miejsce do mety z rekordowym dla mnie czasem 12h02m. Obawy przed pościgiem miałem do samego końca. Dobrze pamiętałem, jak 5 lat temu 2 km przed metą pod samym Chojnikiem Sebastian Borowczyk odebrał mi pierwsze miejsce.


Zdjęcia: Jacek Deneka Ultra LoversKarolina Krawczyk Fotografia.
Zapraszam na Chojnik Rudawy Festiwal Biegowy

Graniówka Strzelin - Sobótka czerwonym szlakiem

Piątek, 26 czerwca 2020 · Komentarze(2)

Na zdjęciu jest uśmiechnięty, szczęśliwy biegacz po dotarciu do czerwonej kropki. Kropki poprzedzonej czerwoną kreską długości 96km.

Jest jak jest, zawody nam odwołali i miesiącami budowana forma się marnuje. Nawet nie wiadomo, czy jest forma, bo nie ma jak tego sprawdzić. Ale to jeszcze nie jest najgorsze. Gorzej, jeśli mamy nienormalnego znajomego. A jeszcze gorzej, jeśli jest ich więcej. Wiadomo przecież, że z kim przestajesz takim się stajesz.

Na przykład taki Rafał Bielawa mi kiedyś opowiadał, że on to sobie czasem pobiegnie takim szlakiem Strzelin - Sobótka. No i świetnie, fajnie fajnie - ja na to. Trochę, jakby mi astronauta opowiadał, że niedawno wrócił z Księżyca i ogólnie poleca.

Nastał jednak taki czas, że głupie pomysły zaczęły kiełkować w głowie. Na domiar złego ów Rafał i Grzesiek Soczomski miesiąc temu pokazali, jak to się biega przebiegając ten szlak poniżej 10 godzin. Tego było już za wiele, klamka zapadła, kiedy jak nie teraz?

W piątkową noc zamawiam ubera na dworzec Smardzów Wrocławski, żeby dojechać do Strzelina. Kierowca okazuje się biegaczem górskim, więc na pół godziny przed startem mojego biegu rozmawiamy o bieganiu.

Bojowo nastawiony, uzbrojony w plecak 2.5kg pełny wody i prowiantu pokonuję nocą Wzgórza Strzelińskie, a później różne podmokłe pola i wioski. Po drodze tankuję napoje na stacji paliw w Ziębicach i biegnę 45km do następnej stacji w Łagiewnikach. Trochę kluczę, trochę szukam szlaku, ale niewiele, bo ogólnie jest świetnie oznaczony mimo, że chyba nikt nim nie chodzi prócz zwierząt.
Po 70km, kiedy nogi nieco przeschły i błoto odpadło, sprawdzam co się do tych nóg przyczepiło. Co się mogło przyczepić, jeśli biegnę przez trawy i zarośla sięgające czubka głowy? Na każdej nodze mam ponad 20 kleszczy, nie wiem dokładnie ile, bo po 20 przestaję liczyć. W większości nimfy, ale są też dorodne okazy. Wyrywam je z włosami, bo nie ma czasu na ceregiele.

 Słoneczny dzień i piękny widok przede mną, już tylko 25km. Ślęża na horyzoncie, a 5km za nią umowna meta.
W tej beczce miodu tkwi jednak łycha dziegciu. Mianowicie nogi mam całkowicie w dupie i to po same kostki. Mam po prostu dosyć. Boli mnie absolutnie wszystko. Biegnę pod górę i nie mam siły. Biegnę po płaskim i bolą mnie nogi. Biegnę w dół i bolą mnie cycki, bo skaczą. Biegnę trzy kilometry przez pole rzepy i też bolą mnie nogi, ale gdzie indziej.


W końcu uciekam ze słońca do mokrego lasu pod Ślężą i zaczynam wspinaczkę na szczyt. Ostatnie 5km w dół, to absolutny świński trucht, aby tylko dotrzeć na Dworzec PKP Sobótka Główna do czerwonej kropki.

Ostatecznie zajęło mi to 10 godzin i 50 minut. Nie jestem zbyt zadowolony z czasu, ale jakiś tam uśmiech przez grymas bólu się przebija, bo jednak się udało.

I ogólnie polecam ;-)






O zachodzie

Czwartek, 2 stycznia 2020 · Komentarze(0)
Kategoria Bieganie, Zdjęcia

Kolorowo o zachodzie.

Zbiegam w górach

Poniedziałek, 15 kwietnia 2019 · Komentarze(0)
Kategoria Bieganie, Zdjęcia
Kolejny dzień w Tatrach zapowiadał się bardzo słonecznie. Nie pozostało nic innego, jak go dobrze wykorzystać :)
Na zdjęciach rodzinne łapanie słońca na Kasprowym Wierchu i później truchcik w dół.

Po dzielni Run

Czwartek, 11 kwietnia 2019 · Komentarze(0)
Kategoria Bieganie, Zdjęcia

Pobiegane po dzielni. W sobotę o 6:30 start w Sztafecie Górskiej na pierwszej zmianie. Czyli przede mną szybkie 30km i ok 1500m w pionie:)

Rok temu leciałem całą trasę, tym razem w drużynie RMT z Rafałem i Radkiem. Profil wygląda zachęcająco:)

BOP Run

Sobota, 6 kwietnia 2019 · Komentarze(0)
Kategoria Bieganie, Zdjęcia

Bieg z opadającą prędkością