Transvulcania 2013, ultramaraton 83km

Sobota, 11 maja 2013 · Komentarze(19)


Do tej pory takie dystanse pokonywałem tylko na rowerze, głównie na maratonach rowerowych w Karkonoszach i Górach Izerskich. Zazwyczaj wystarczało 5-7 godzin na przejechanie trasy. Ostatnio z podobnym dystansem biegowym miałem do czynienia na Biegu 7 Dolin w Krynicy(66km).
Założenia przed biegiem były takie, żeby zmieścić się w 11 godzinach i nie napinać zbytnio, ma być przygodowo.



Faro de Fuencaliente, Start

Na starcie przy starej i nowej latarni stanęło ok 1500 osób, ja w połowie stawki. W tłumie poznaję przy okazji kolejnego startującego Polaka Artura Góralczyka.
Odpalamy lampki przednie białe, tylne czerwone i start! Miejsce daleko w tłumie bardzo złe, emocje i ciśnienie pcha do przodu, ale wyprzedzać się nie da na szlaku szerokości 1.5m. Pocieszam się, że oszczędzam energię na później, w końcu podbieg ma 18km, czyli prawie 3 godziny. Na szczęście po godzinie mogę robić co chcę...czyli iść nieco szybciej. Zrobiło się już widno więc wyłączamy lampki.
Pod koniec długiego podejścia po prawej stronie podziwiam wschód słońca nad oceanem z wyraźnie widoczną Teneryfą i szczytem El Teide 3750mnpm(na filmie poniżej). Druga widoczna wyspa to Gomera. Robię zdjęcia komórką, nigdzie mi się nie śpieszy, drepczę w obsypującym się piachu razem z kilkudziesięcioma innymi zawodnikami. Nikt nie wyprzedza, nie ma jak.


El Pilar, 26km

Do schroniska El Pilar na 26km szlak GR131 prowadzi w dół do wysokości 1450m. Można trochę odpocząć i wreszcie rozprostować nogi. Przez cały czas wyprzedzają mnie zawodnicy z półmaratonu, którego meta za chwilę się pojawi. Ok 1000 osób wystartowało 30 min po nas.
Na żużlowo wulkanicznych zbiegach nabrałem do butów sporo kamyczków i piasku, ale póki latają luźno nie sprawiają problemów. Dopiero na szybkim zbiegu(3:50) szeroką szutrówką kamyczki dają się we znaki - nie nadążają z przemieszczaniem się i uwierają. Przed krótkim podejściem szybko wysypuję zawartość butów. Jest to łatwe, bo nie mam skarpetek ani stuptaczków;)
Bieg do mety półmaratonu jest bardzo emocjonujący. Kręta i wąska techniczna ścieżka, tłumy kibiców i w końcu meta razem z obfitym bufetem!
Czas 3:33, niestety to nie moja meta!
Dopadam dwie ćwiartki pomarańczy i wysysam szybko. Mimo tłumu i zgiełku słyszę polski język, to Krystian konsultuje się z dziewczyną co zjeść. Robimy sobie szybko pamiątkową fotkę. Emocje są tak duże, że po napełnieniu bidonu od razu wybiegam.
Dalej łatwe i przyjemne 5km po suchej i w miarę płaskiej leśnej drodze. Szlak GR131 przecina ją kilka razy opadając w dół krzakami, wspinając się i ponownie przecinając. Okazuje się, że nie musimy nim biec, nie ma strzałek ani taśm. Kilka osób z czołówki tego nie wiedziało i dodało sobie roboty...



Pico de La Nieve, 43km

Było płasko i szybko, czyli krótko i już wspinam się w kierunku Nieve na wysokość 2239mnpm. Daleko w dole po lewej widać plażę w Tazacorte i metę w Los Llanos, czyli do finiszu jeszcze 50km(mapa poniżej). Ludzi na trasie jest zdecydowanie mniej, pilnuję żeby nie zgubić szlaku, chociaż innego nie widać. Zaczyna się ciężka wspinaczka wąskim szlakiem na grani, nie ma już wysokich drzew i cały czas jestem wystawiony na działanie słońca w zenicie. Biegniemy, truchtamy, idziemy w kilka osób, dwie dziewczyny mocno napierają z przodu. Wyprzedzani faceci przyspieszają i podążają za jedną z nich, mocną na podejściach. Później pociąg się wykrusza i dziewczyna napiera dalej sama. Mnie udaje się utrzymać jej tempo i obserwuję taką sytuację kilka razy:)
U podnóża Nieve po ok 5.5h mam już zjedzone 11 żeli(100kcal każdy co 30min), a do bufetu z jedzeniem na szczycie Cruz jeszcze 6km. Zjadłem już nawet pół paczki zielonych oliwek, ale żołądek i tak przykleił się pusty do pleców. Na punkcie z wodą są słodziutkie niebieskie izotoniki - nierozwadniane - najadam się do syta!
Kibice siedzący na zboczu też myślą o jedzeniu!
Dziewczyna: - Viva la Polonia! Zapiekanka!
Ja: - Zapiekanka i pierogi!
Dziewczyna: - Dziękuję!
Ja: - Proszę i dziękuję!
Wreszcie po dotarciu do Cruz na 48km rzucam się łapczywie na arbuzy, melony, cukrowe kolorowe żelki i jakiś mizerny bananek, bułeczkę z salami omijam. Dosłownie po małym gryzie tego i tego. Pod czapkę wrzucam spore kostki lodu służące na punktach do studzenia izotoników.



Roque de Los Muchachos, 58km

Teraz nie ma żartów, szlak prowadzi kolejne 10km odkrytą granią powyżej 2200m, słońce w zenicie, jedyny ratunek to wysokość, dzięki czemu upał jest znośny.
Ten odcinek przebiegliśmy z Kasią już cztery razy, więc znam prawie każdy kamień ;)
Zmęczenie zaczyna dawać się we znaki, szlak nie ułatwia sprawy - jest techniczny, wije się, opada i znów wspina, woda paruje szybko. Już całkiem niedaleko widać białe obserwatoria, ale to jeszcze ponad godzina biegu. Wreszcie strome podejście na najwyższy szczyt La Palmy. Kibicie krzyczą z góry vamos, vamos! poganiają. Wtaczam się do dużego namiotu, a tam impreza! Biegacze siedzą z miskami makaronu, inni są masowani, opatrywani, karmieni. Nie patrzę na nich, żeby zachęcony nie przysiąść...Chwytam szybko jakieś kawałki arbuza i melona, wolontariusz oddaje bidon z wodą i wybiegam na słońce. Nikogo przede mną, znajduję szlak i zaczynam powoli biec jedząc jednocześnie. Przecinam asfalt, na którym jakiś turysta wyśmiewa mój koślawy krok. No tak, ja tego nie widzę, ale nogi biegną już jakby obok mnie.



Tazacorte, 77km

20km zbieg z 2400m na 0m zaczyna się niewinnie, wąski szlak swobodnie opada. Po kilkunastu minutach zaczyna się jednak techniczna stroma ścieżka po ostrych wulkanicznych skałach. Trwa to godzinami i nie chce się skończyć. Kończy się za to woda, a bufetu nie widać. Zaczyna się lasek z kanaryjskiej sosny, niby jest cień, ale upał coraz większy. Powietrze nagrzało się przez cały dzień, wysokość się zmniejsza, temperatura szybko rośnie. Szlak na chwilę łagodnieje i biegniemy po ściółce.
Wychylam głowę ponad wysokie sosny, żeby spojrzeć na granatowy piękny ocean i w tym samym momencie witam się z ziemią. Lądowanie na kolanach, dłoni, łokciu, barku, biodrze i ramieniu, czyli miękko. Jestem lekko oszołomiony, chcę wstać ale grawitacja nie pozwala. Facet z czwartego zdjęcia wyciąga rękę, tłumaczę że podziwiałem widoki...Krew z kolan bardzo nie leci, więc my lecimy dalej w dół.
Gdzie ten bufet, gdzie woda, jest już na prawdę bardzo ciepło. Przez całą trasę, w ogóle w tych górach, nie ma żadnych strumieni, żadnej wody. 74km wreszcie jest bufet, myję się szybko z kurzu, napełniam bidony, bufetowy polewa mi głowę zimną wodą, kradnę kostki lodu pod czapkę.
Ustawiam się w kolejce do medyków. Mają już dwóch klientów, jednego na noszach, a u mnie jeszcze 4 miejsca do zdezynfekowania.
Po chwili pada z ich strony głupie pytanie, czy chcę biec dalej...
Zaczynamy zbliżać się do Tazacorte, czasami asfalt, czasami wulkaniczne skały. Jeden facet tak cierpi na zbiegu, że co kilka kroków pojękuje...Inny zygzakuje, żeby spłaszczyć stromy zbieg asfaltową drogą.
W końcu po ostatniej stromiźnie, z której aż chce się skoczyć do zimnego granatowego oceanu daleko w dole, dobiegam do bufetu na 77km. Tutaj spotykam Kasię, która mocno dopinguje i mówi że będę miał świetny czas. Mnie już się zupełnie dystans pomieszał, bo zegarek zmierzył trochę za mało(przez naliczanie co 2sek).
Jak widać wyżej znowu kradnę kostki pod czapkę, tym razem dużo, co okazuje się później zbawienne...



Los Llanos de Aridane, 83km, meta

Zostało 6km i 300m w pionie, niby nic ale upał jest straszny. Kawałek asfaltem lekko pod górę, a ludzie przede mną spacerują. Biegnę truchcikiem, w końcu zaczynają się...strome podejścia! Ileż można! Wyciągam spod czapki większy kawałek lodu i robię okłady na twarzy i głowie. Woda z bufetu zaczyna się wchłaniać, lód przyjemnie studzi.
Po kilku minutach wraca energia i zaczynam mocno napierać z rękami na kolanach pod stromą górę. Wymijam kilka osób, które spacerują jakby już miały swoje zwycięstwo w kieszeni. Ostatnia długa płaska prosta, już widać banery, biegnę, ale szybciej się nie da. Mija mnie jeden zawodnik, za chwilę jeszcze szybciej drugi, już się nie poderwę, nie ma mowy. W brzuchu bulgocze woda, serce wali, czerwony dywan, przybijam piątki, meta.



Na mecie

Niesamowici kibice, cała wyspa żyła biegiem przez parę tygodni, wszędzie informacje o imprezie.
Organizacja perfekcyjna, na mecie dostępne baseny z zimną wodą i workami z lodem, prysznic, rzędy łóżek do masaży.

TRANSVULCANIA 2013 Salomon Nature Trails video

Film koniecznie do obejrzenia, świetna realizacja i niesamowite widoki!


Mój profil i trasa
Szczegółowy profil trasy.
Ostatecznie zająłem 107msc z czasem 10:34:13.
W biegu udział wziął najlepszy polski góral Marcin Świerc(relacja i zdjęcia) - 10 miejsce z czasem 7:52! oraz Piotr Hercog, Krystian Ogły i Artur Góralczyk.
Pełne Wyniki
Mężczyźni
1. Kilian Jornet (Hiszpania) - 6:54:09
2. Luis Alberto Hernando (Hiszpania) - 6:58:31
3. Sage Canaday (USA) - 7:09:57
4. Timothy Olson (USA) - 7:11:53
5. Patrick Bringer (Francja) - 7:17:19
6. Francois d'Haene (Francja) - 7:17:43
7. Cameron Clayton (USA) - 7:17:47
8. Miguel Caballero Ortega (Hiszpania) - 7:30:49
9. Cristofer Clemente Mora (Hiszpania) - 7:37:40
10. Marcin Świec (Polska) - 7:52:21
...
35. Piotr Hercog (Polska) - 9:02:12
107. Błażej Łyjak (Polska) - 10:34:13
189. Krystian Ogły (Polska) - 11:23:58
809. Artur Góralczyk (Polska) - 15:31:30
Kobiety
1. Emelie Forsberg (Norwegia) - 8:13:22
2. Nuria Picas Albets (Hiszpania) - 8:19:30
3. Uxue Fraile Azpeitia (Hiszpania) - 8:44:48
4. Nathalie Mauclair (Francja) - 8:46:13
Świetna i dramatyczna relacja Krystiana.
Napisałem tak szczegółowo, bo zapisałem się już na przyszły rok i wrócę do tego opisu w maju 2014 ;)
Kilka zdjęć więcej.
Międzyczasy Polaków - do analizy na przyszły rok jak znalazł.


Komentarze (19)

No to się rozbiegałeś :-)
Super!

kosma100 19:35 piątek, 21 czerwca 2013

Nie miałem w planach tego biegu, biegłem Chojnik maraton 2 tyg temu, za 2 tyg Maraton Gór Stołowych, a później K-B-L, ktoś chętny? :)
No i później jeszcze coś, ale to napiszę później ;)

blase 19:33 piątek, 21 czerwca 2013

A czemu nie biegniesz? :-)
Pozdrawiam!

kosma100 19:31 piątek, 21 czerwca 2013

Dzięki dzięki!
ale bez przesady!
Przykładowo Krystian po Transvulcanii pobiegł w czeskiej Karkonoskiej 100(i zajął 3-cie miejsce), a dzisiaj on i całkiem spora grupa kilkuset wariatów leci w Sudeckiej Setce, start o 22. Sudecka świętuje dziś 25-lecie! :)

blase 19:25 piątek, 21 czerwca 2013

WHAW! SZACUN!
Czapki z głów! (albo kaski :-))
Szok - Blase, jesteś niesamowity!

kosma100 18:58 piątek, 21 czerwca 2013

Krystian napisał swoją relację, polecam:)

blase 12:09 piątek, 21 czerwca 2013

Nooo prawie się wzruszyłem i chyba zaraz się zapiszę na 2014!11 I jeszcze te najpiękniejsze zdjęcia piękne!11

jeden 08:13 piątek, 21 czerwca 2013

Cześć,
trafiłem na was dzięki Krystianowi, który pięknie opisał swoje przeżycia, za to wasze fotki są wspaniałe. Gratuluję decyzji, wyniku i myślę, że w 2014 Kasia też wystartuje.

Darek 18:55 czwartek, 20 czerwca 2013

trafiłem tutaj przez przypadek..a zostałem chyba z 20minut:)

piofci 15:05 niedziela, 16 czerwca 2013

Tylko dla orłów! I twardzieli! Piękna górska przygoda w piekle! ps. finish kapitalny!

k4r3l 12:13 niedziela, 16 czerwca 2013

dzieki, polecam sie na przyszlosc mam nadzieje ;)

blase 07:53 niedziela, 16 czerwca 2013

Bardzo dobrze, że takie szczegółowe opisy- nie tylko dla Ciebie. Czytałam tą opowieść z ogromnym zaciekawieniem :)

maratonka 09:08 sobota, 15 czerwca 2013

Jurek żadna krzyżowa, bardzo przyjemna wycieczka ;)
Jak kogoś interesuje, to na C+ w O co biega jest relacja video Marcina i Piotrka (od 35min), przy okazji mówią też o bieganiu w górach i na śródstopiu.

blase 08:27 sobota, 15 czerwca 2013

niesamowita przygoda! super bieg! :) a patent z kostkami lodu rewelacyjny :)

olga 07:13 sobota, 15 czerwca 2013

Opis jak bym tam był !
Ale real to pewnie "droga krzyżowa" ... chociaż malownicza .
No , no iron Man !
pozdrawiam

Jurek57 07:01 sobota, 15 czerwca 2013

Niezniszczalny!

Galen 06:50 sobota, 15 czerwca 2013

Niesamowite!

WrocNam 06:07 sobota, 15 czerwca 2013

Gruba przygoda :)

pit 05:07 sobota, 15 czerwca 2013
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa asasi

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]