Tym razem wreszcie udało się wyjechać w większym niż jednoosobowym składzie:
Shad, Doug, James i Barry plus moja skromna osoba. Spotkanie o 6 wieczorem, gdzieś zdala od miasta. Temperatura ok. 34st C, czyli całkiem nieźle. Cała okolica usiana trasami rowerowymi i pieszymi, pełno singletracków w górę i w dół. W oddali widoczny był Red Rock Canyon.
Niestety po ledwie 40min jazdy zrobiliśmy pętelkę i już byliśmy przy samochodach, a ja czułem niedosyt.
Nudna pobudka o 6 rano, nudne śniadanie i wyjazd o 7. Nudny dojazd asfaltem do parku. Potem zwiedzanie nudnego rezerwatu przyrody z betonowymi chodnikami.
Normalnie wiało nudą cały poranek.
Dzisiaj udało się wyjść z domu o 7 rano. Po szybkim przejeździe przez Wetlands Park dotarłem do jeziora Las Vegas. Wokoło same willowe apartamenty, pola golfowe i łodzie na jeziorze, wille, pola i łodzie, itd. Nic ciekawego.
Po krótkim odpoczynku ruszyłem z powrotem przez szutry i pisaki.
Potem jeszcze 13 km przez miasto i ok. 10:30 byłem już w domu.
Złapanie na pustyni kapcia może skończyć się źle, chyba że uda się znaleźć schronienie ;-)
Tym razem wziąłem aparat i wyszedłem z domu 3 godziny wcześniej niż do
Wetlands park poprzednio, czyli o 7:20.
Po 13 km asfaltu dotarłem do parku. Jakaś pani właśnie wracała ze "spaceru" z psem. Oczywiście przyjechała na spacer samochodem. Na kompletnym odludziu posprzątała po psie, po czym wsiadła do samochodu i odjechała.
Po drodze spotkałem jeszcze grupkę 50-latków bawiących się zdalnie sterowanymi samolotami.
Nie udało się dzisiaj dojechać do końca parku, bo znowu złapałem podwójnego kapcia. Słońce było prawie w zenicie, a krzaki dookoła bardzo niskie.
Na szczęście w pagórku z którego robiłem zdjęcia była dość głęboka dziura. Ktoś pewnie kiedyś czegoś szukał. Tam właśnie schowałem się przed żarem i zakleiłem dętkę.
Ulica Tropicana ma około 20 km długości. Nigdzie nie zakręca i można by na niej kalibrować poziomice. Żeby dotrzeć na miejsce zwane Tropicana & Decatur musiałem przejechać tylko 8 km.
Duża piaskownica ma wymiary ok 800m x 800m. Sądząc po śladach jedno i dwuśladów bawią się tu duże dzieci. Zabawki to rowery do dualu, motocykle i quady.
Inne ślady wskazują, że miejsce jest odwiedzane przez lokalny element.
Dojechałem tu ok. 7 wieczorem, więc było pusto. Zrobiłem parę rundek i parę zdjęć. Gdy już miałem odjeżdżać okazało się, że w przednim kole nie ma powietrza.
Były za to dwa śmieszne kolce. Dziury udało się załatać nieśmiertelnymi TipTopami.
Właśnie się okazało, że nie ma powietrza w obydwu kołach.
Na razie w tylnym naliczyłem 7 małych kolcy...
A propos, w sklepach widziałem tylko dętki wypełnione jakimś silikonem.
50 centów Dzisiaj pojechałem do znajomych, jak sie pozniej okazało na pokera. Dość szybko przegrałem 50 centów pożyczone od Młodego. Nie było to złe, bo w ten sposób oddałem dług, który prawie w całości trafił do właściciela. Potem stłukłem butem rowerowym jedną z niewielu szklanek gospodarzy i wróciłem do domu...